Jeśli jesteś przedsiębiorcą, inicjatorem pomysłu na biznes, posiadasz do sprzedaży firmę postaramy się Ci pomóc.

więcej

ARTYKUłY

Czy na Podkarpaciu powstanie polska 'Dolina Krzemowa'?

wtorek, 13 marzec 2012

Czy na Podkarpaciu powstanie polska 'Dolina Krzemowa'?

Kalifornijska „Dolina Krzemowa" to bez wątpienia najbardziej innowacyjny klaster technologiczny na świecie. Najważniejsze „punkty przyciągania"  innowacji opisał Mariusz Jarzębowski, który przez siedem lat pracował w Dolinie Krzemowej:

  1. Położenie i klimat.

Właśnie położenie (ciepła i łagodna dolina) sprawia, że w miejscach, takich jak Palo Alto czy San Francisco, zwyczajnie przyjemnie się żyje.[...] Praca innowatorów wymaga nie tylko napięcia i stymulacji intelektualnej - często wymaga też miejsca, w którym można się zrelaksować.

  1. Bliskość wyższych uczelni.

Obfitość szkół różniących się od siebie co do charakteru, ale jednocześnie uznanych za jedne z najlepszych w USA.

  1. Doskonała infrastruktura - zarówno komunikacyjna jak i teleinformatyczna.
  2. Kumulacja wiedzy i kapitału.

Zgromadzona tam wyjątkowo wyrafinowana wiedza, w jaki sposób dobre pomysły przekuwać w projekty i jak je finansować. Właśnie w Dolnie Krzemowej powstały przecież pierwsze na świecie ośrodki myślenia w kategoriach venture capital. To tutaj pomysł, by finansować ryzykowne przedsięwzięcia - przy pełnej świadomości, że wypali jedno na kilkadziesiąt - dojrzał i stał się normą. W Dolinie Krzemowej myśli się bowiem na skalę krajową, a najczęściej globalną. Prawie żaden innowacyjny biznes high-tech, który tam się rodzi, nie przyjmuje za swój cel podbicia San Francisco czy Kalifornii. Stawia na podbicie świata. Tam rodzą się firmy z genetycznie zakodowanym poczuciem globalizacji - i to niezależnie od tego, czy celem twórcy tego biznesu jest budowa firmy i sprzedanie jej potem innej korporacji czy wprowadzenie jej na giełdę, czy nawet zarządzanie nią przez lata. Ale żeby wejść na poziom globalny, trzeba mieć odpowiednio duże zasoby finansowe. Prawdopodobieństwo sukcesu rośnie, jeśli część naszej firmy można oddać komuś, kto powie: „Twój biznes świetnie mi wygląda, więc teraz chcę to samo na wielką skalę. Z biznesu milionowego zróbcie stumilionowy, a potem miliardowy". Na taką procedurę pozwala dostępność pieniędzy z venture capital oraz z instytucji wspierających nowe firmy, takich jak anioły biznesu.

Nie bez przyczyny tak obszernie cytuję fragment dotyczący finansowania innowacji. Poziom kształcenia matematyków i informatyków na polskich uczelniach jest bardzo wysoki. Rozwój infrastruktury pozwala na szybkie zniwelowanie różnic. Jeśli ktoś potrafi się izolować od polityki - nasz kraj nie jest najgorszym miejscem do życia, a Podkarpacie wyróżnia się pod tym względem na plus. Pozostaje tylko zatrzymać tutaj naszych doskonałych programistów i dać im szanse realizacji swych innowacyjnych pomysłów. Czy to jest możliwe?  Rozmawiam na ten temat z laureatem wielu programistycznych konkursów, Maciejem Wawro:

Miałeś staż w jednej z największych polskich firm informatycznych i jednej z najbardziej dynamicznie rozwijających się firm w „Dolinie Krzemowej". Czy możesz je porównać?

Nie wiem, czy takie porównanie ma sens, bo amerykańska firma jest dość specyficzna: pracuje nad własnym projektem i wciąż uważa się za start-up. Polska firma w której pracowałem jest bardziej ustabilizowana i tworzy produkty na zamówienie. Siłą rzeczy wszystko musi być udokumentowane od początku do końca, przetestowane na wszystkie możliwe sposoby i dopiero wówczas projekt jest wypuszczany. Amerykanie pracują zgodnie z filozofią agile. Wszystko jest testowane przez automatyczne frameworki, ale problemy się zdarzają. Projekt jest wypuszczany stopniowo, a błędy poprawiane na bieżąco. Wszyscy skrzętnie realizują zasadę "move fast and break things". To ma swoje wady (na przykład bardzo niewielka część czasu jest poświęcana tworzenie dokumentacji), ale projekty które są realizowane w taki sposób w ciągu dwóch tygodni, w polskiej firmie trwałyby z pół roku.

A jak wygląda praca programisty w takiej firmie?

Każdy ma swoje zadania do zrealizowania, ale sam sposób realizacji zależy w zasadzie tylko od programisty. Można pracować z domu, godziny są nieuregulowane (w granicach rozsądku). Struktura zarządzania jest płaska i często umowna. Product manager wyznacza kierunek, manager nadzoruje jego realizację, ale obaj są chętni przyjmować różne pomysły. Każdy pracownik ma dostęp do prawie wszystkich projektów. Ludzie często zmieniają działy, ale nawet bez tego czasem zajmują się czymś, co ich po prostu interesuje, lub podrzucają pomysły innym teamom. Raz na powiedzmy miesiąc organizowane są hackathony (zob. http://infozmiana.pl/hackerzy-hacking-hackatony---wolontariat-niejedno-ma-imię), podczas których każdy pisze, co mu się wyśni, często w ten sposób powstają nowe projekty. Kiedy wypuszczany jest nowy produkt lub wewnętrzna technologia, organizowane są spotkania dla ogółu pracowników, w których są one wyjaśniane.

Domyślam się, że taka organizacja pracy daje większą swobodę. A jak wyglądają warunki socjalne?

Stażysta ma mniej odpowiedzialności, ale praktycznie takie same możliwości jak zwykły pracownik. Nie ma wielopoziomowej struktury podległości, ani stricte ośmiogodzinnego dnia pracy. Do większego zaangażowania zachęcają bardzo dobre warunki pracy. Wysokie wynagrodzenie, dodatki na przeloty, zakwaterowanie, darmowe wyżywienie (3 posiłki + mikrokuchnie z przekąskami i napojami), grill na dachu, mnóstwo prywatnych pokojów konferencyjnych dostępnych do rezerwacji dla wszystkich, stoliki na zewnątrz, boiska, "sporty barowe". Służbowe laptopy, telefony i w zasadzie jaka tylko elektronika jest potrzebna. Nawet ruchome biurka, bo niektórzy preferują pracę na stojąco:). Inna jest też organizacja przestrzeni: w zasadzie brak podziału na kilkuosobowe biura. To rozwiązanie ma pewne wady (nie można liczyć na absolutną ciszę), ale ułatwia przepływ informacji.

A jak wygląda podnoszenie kwalifikacji?

Oprócz wspomnianych wykładów dla ogółu, opiera się na bezpośrednich kontaktach między pracownikami. W zasadzie w dowolnej chwili można zapytać dowolną osobę z dowolnej części firmy o cokolwiek. Z tego co wiem, w Polsce częściej są organizowane standardowe "szkolenia".

Dolina Krzemowa to przede wszystkim innowacje. Gdzie Twoim zdaniem rodzą się innowacyjne projekty: na uczelniach, czy w biznesie? Jakie są pod tym względem różnice między Polską a USA?

Chyba zbyt górnolotne jak dla mnie pytanie. Moim zdaniem innowacje rodzą się tam, gdzie ktoś ma pomysł i dostaje szansę jego realizacji. Na polskich uczelniach mamy granty, a poza nimi fundusze unijne. Nie mam pojęcia, jak wygląda ta kwestia na uczelniach amerykańskich, ale poza uczelniami są po prostu ludzie, którzy wyszukiwaniem takich pomysłów się zajmują i w nie inwestują.

Jeśli już rozmawiamy o uczelniach, powiedz co z punktu widzenia kariery zawodowej dały Ci studia w Krakowie? Czy sądzisz, że podkarpackie uczelnie mogłyby zaoferować to samo?

Kierunek, który studiuję na Uniwersytecie Jagiellońskim nie skupia się na "inżynieryjnej" informatyce i wydaje mi się, że tak można uczyć wszędzie. To samo dotyczy technologii - podejrzewam że WSIiZ Rzeszów wygląda w tej kwestii co najmniej niegorzej. Ale Uniwersytet daje bardzo dobre podstawy teoretyczne: matematyka, analiza złożoności w projektowaniu algorytmów, rozumienie zarządzania pamięcią, analiza współbieżności i problemów z nią związanych, kryptografia i sama algorytmika (chociaż w biznesie pewnie rzadko potrzebna). To wszystko daje nie tylko zrozumienie, jak to działa i dlaczego może nie działać, ale też kształtuje pewien sposób myślenia.

Czy podkarpackie uczelnie mogłyby zaoferować to samo? Ciężko powiedzieć, bo to wygląda na samonapędzającą się maszynę. Żeby nauczanie na wysokim poziomie miało sens, to trzeba przyciągać studentów na wysokim poziomie. Oni przyjdą na uczelnię, jeśli będą mieli po co. Jak sprawić, żeby zaczęło się kręcić - tego już nie jestem w stanie stwierdzić.

Jeśli chodzi o mnie osobiście, to nie ma się co oszukiwać - najwięcej "z punktu widzenia kariery" dały mi konkursy algorytmiczno-programistyczne, w szczególności ACM ICPC. Potwierdza to tezę, że te firmy szukają ludzi, którzy są w miarę kreatywni i trochę myślą, a niekoniecznie tych, którzy znają wiele technologii i umieją napisać CMS'a w godzinę. Bo tego każdy może się nauczyć.

Na koniec powiedz: jakie warunki musiałyby być spełnione, abyś powrócił na Podkarpacie?

Hm... ciekawy, "innowacyjny" (modne słowo) projekt, na którego kształt miałbym w jakikolwiek sposób wpływ oraz/lub porządna kasa :)

Dziękuję za rozmowę.

Znów pojawia się wątek „venture capital", które inwestują w innowacyjne pomysły. W Polsce mamy przecież także takie fundusze. Czyż one nie pozwala na finansowanie innowacji? Zgodnie z opisem jednego z takich funduszy - one wyszukują firmy, które:

  •  mają dobrą kadrę kierowniczą,
  •  mają lepszą niż konkurenci ofertę produktów/usług lub przewagę technologiczną,
  •  działają na wzrostowym rynku,
  •  rozwijają się szybciej niż ich branża,
  •  posiadają znaczny udział w rynku.

Widać zasadniczą różnicę. Polskie fundusze wyszukują przedsiębiorstwa, a nie pomysły! Możesz mieć genialny pomysł - to nie ma znaczenia, jeśli nie masz odpowiedniej firmy. Wprawdzie w wielu publikacjach można znaleźć odmienne informacje, ale rodzi się podejrzenie, że te informacje pochodzą z publikacji amerykańskich, a nie z naszego rynku. Jeszcze gorzej wygląda sprawa w przypadku funduszy unijnych. Tam nie ma miejsca na ryzyko! Szokujące jest to, że wnioski o wsparcie z Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka nie zawierają w ogóle oceny ryzyka. Kto normalny potrafi określić przychody z prawdziwie innowacyjnego przedsięwzięcia za 5 lat?

Czy biorąc powyższe pod uwagę polskie klastry innowacyjne należy uznać jedynie za kiepską imitację „Doliny Krzemowej"? Niekoniecznie. Rozwój takich klastrów może doprowadzić do wypracowania mechanizmów finansowania innowacji alternatywnych dla powiązanych z rynkiem finansowym funduszy. Istnieje kilka takich możliwości. Po pierwsze fundusze unijne. Na razie są rozdzielane bez większego sensu - o czym świadczy spadek Polski w europejskim rankingu innowacyjności. Jeśli jednak klastry staną się podmiotami wpływającym w większym stopniu za ich rozdzielanie, mogą zacząć finansować innowacje, które są zbyt ryzykowne z punktu widzenia pojedynczego przedsiębiorstwa. Po drugie samo powiązanie sieciowe może pozwolić na rozłożenie ryzyka. Po trzecie wreszcie - nic nie stoi na przeszkodzie, by polskie klastry rozwijały się także poza granicami naszego kraju.

Powstały w Rzeszowie Wschodni Klaster Informatyczny działa zbyt krótko, by ocenić jego szanse na taki rozwój. Jednak patrząc wstecz, widać że przyjęty kierunek rozwoju się sprawdza. Daje to nadzieje na przyszłość.

Na koniec wrócę do postawionej powyżej kwestii: co może sprawić, by najlepsi studenci wybierali podkarpackie uczelnie? Sądzę, że łatwość realizacji swych marzeń i pomysłów możemy zapewnić szybciej, niż znaczący wzrost prestiżu. Jeśli więc powstanie silny klaster informatyczny, to z pewnością pozytywnie wpłynie na rozwój uczelni. Należy się więc cieszyć z coraz bliższej współpracy klastra informatycznego z rzeszowskimi uczelniami.

Jerzy Wawro, 8 marca 2012

Podobne:

Chcesz otrzymywać informację o bieżących wydarzaniach i naszych planach? Skorzystaj z naszego newslettera.

Czy jesteś zaintersowany udziałem w targach IT w Rzeszowie?
TAK
NIE
redakcja | reklama | współpraca | kontakt